Czy będzie ciężko? Oczywiście, że zadanie nie będzie łatwe, jednak motywacja ostatnim zwycięstwem nad słabym rywalem może pobudzić Asseco do walki. Poza tym widać już, że drużyna zaczyna ze sobą współgrać na boisku, a nie jest zbiorem przypadkowych koszykarzy, którzy grają na siebie. Jak będzie - przekonamy się jutro o 20.45.
Dobry mecz drużyny z Gdyni, który mógłby zakończyć się wygraną większą niż 100 punktów. Gdyby nie rażąca nieskuteczność w 4 kwarcie moglibyśmy się cieszyć jeszcze bardziej. Na uwagę zasługuje debiut Eldrige’a w drużynie z Mińska.
Po srogiej lekcji, jakiej Barcelona udzieliła w Eurolidze koszykarzom Asseco Prokom Gdynia, w ocenach można popadać ze skrajności w skrajność. Bo taka jest też gra mistrzów Polski. W drugim meczu w Eurolidze Prokom przegrał w Barcelonie aż 61:88. Patrząc na wynik, na drużynie, która przegrała, nie powinno się zostawić suchej nitki, ale już kiedy uwzględnimy okoliczności takiego rezultatu, przestanie nas on dziwić. Porównując budżety, składy i potencjał klubów, do wyścigu stanęły bowiem mercedes i fiat126p, a jego zwycięzcę, a także przewagę na mecie, można było przewidzieć jeszcze przed startem. Młody zespół Prokomu dostał w Katalonii surową lekcję i choć wszyscy się jej spodziewali, nie można po niej przejść do porządku dziennego. Bo w Barcelonie były rzeczy, które wymagają pochwały, ale też naganny.
Mistrz Polski przegrał z Barceloną wszystkie cztery kwarty, w podobnych rozmiarach (od pięciu do dziewięciu punktów), ale jakże różna była gra drużyny z Gdyni w poszczególnych częściach. W pierwszej połowie Prokom przez długi czas imponował, grał szybko i bez kompleksów (m.in. Łukasz Seweryn, który w Eurolidze rzadko pojawia się na boisku), a kiedy konkurs wsadów na kosz Barcelony urządzili sobie Adam Łapeta, Donatas Motiejunas i Alonzo Gee, ręce same składały się do oklasków. W drugiej połowie, choć Prokom przegrał ją różnicą tylko o pięć punktów wyższą w porównaniu z pierwszą, grę mistrza Polski ciężko już było oglądać. Egoistyczne akcje Olivera Lafayette’a czy Gee, nawet jeśli czasami (choć rzadko) były skuteczne, nie mogły się podobać, a wręcz przeciwnie. Z Gee jest zresztą problem, bo choć bez wątpienia jest liderem zespołu i gwiazdą nr 1, to w kolejnym meczu Eurolligi (podobnie jak z Galatasaray Stambuł) funkcjonuje jakby poza drużyną. Jest najlepszy, robi wszystko, by to udowodnić, ale nie zawsze przekłada się do na korzyść zespołu.


